Początek

Nie jest łatwo zacząć pisać o futbolu. W świecie piłki nożnej dzieje się tyle rzeczy, że trudno nagle wskoczyć w środek i wypowiedzieć się w jakiejś konkretnej kwestii szczególnie osobie, która (jak ja) ma czasem problemy z przedstawieniem wszystkiego w kilku prostych zdaniach. Wystarczy wspomnienie jakiejś sytuacji i od jednej dygresji jestem w stanie przejść przez 5 kolejnych zanim wrócę do sedna sprawy. Będę się starał wam tego oszczędzić, niczego jednak nie obiecuję.

Co zielone kartki wniosą pożytecznego do futbolu?
W ostatni weekend wystartowała Serie B. Super. Co roku startuje i nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Tym razem było inaczej. Sędziowie oprócz żółtych i czerwonych kartek w kieszeni mieli jeszcze jedną i nie była to biała, którą chce wprowadzić Michel Platini. Chodzi oczywiście o zieloną, która ma być nagrodą dla piłkarza za zagranie fair play. W pierwszej chwili, gdy o tym przeczytałem uznałem to za dobry pomysł, wnoszący coś ciekawego do futbolu… przeszło mi, gdy tylko się z tym przespałem.

Po dłuższym przemyśleniu doszedłem do wniosku, że nagradzanie uczciwości piłkarza kłóci się z ideą gry fair play. Jestem w porządku, bo chcę, a nie po to, żeby dostać zieloną kartkę. Do tej pory piłkarz wybijający futbolówkę na aut, ponieważ rywal leży na boisku, dostawał brawa od fanów zgromadzonych na stadionie. Teraz dostanie zielony kartonik. Miroslav Klose przyznający się, że gol uznany przez sędziów został strzelony ręką na zawsze wpisał się do historii gry fair i jestem w 100% przekonany, że nie zależy mu na żadnych zielonych kartkach czy nagrodach za nie przyznawanych. To też jest ciekawa historia. Zawodnik i drużyna grająca najuczciwiej według tych statystyk zostanie na koniec rozgrywek nagrodzona w bliżej niesprecyzowany sposób. Cytując klasyka, może dostaną „używaną oponę do stara? Albo choinkę o zapachu kokosowym do malucha?” Chociaż ja osobiście stawiam na jakąś oryginalną plakietkę…

Co ciekawe, większość lig przyznaje co roku nagrodę fair play dla drużyn z najmniejszą ilością kartek. Barclays Premier League posunęło się nawet dalej i w lidze tej prowadzone są dokładne statystyki jak zawodnicy i kibice reagują na decyzje sędziowskie i odnoszą się do piłkarzy drużyny przeciwnej. Może się też okazać, że taki Diego Costa w jednym meczu nadepnie rywalowi na stopę, uderzy go z łokcia, będzie symulował w polu karnym, ale na koniec i tak otrzyma zieloną kartkę, bo wybije piłkę na aut? Paranoja.

Podsumowując – zielone kartki to niepotrzebny bonus nic nie wnoszący do przebiegu gry. Sędziowie będą mieli jedynie więcej notowania w trakcie meczu i zrobi się większy bałagan, szczególnie jeśli UEFA rzeczywiście wprowadzi białe kartki. Co dalej? Może specjaliści w ligach o zbyt małym zainteresowaniu (jak Serie B) już zastanawiają się co może oznaczać na boisku kartka niebieska, a może czarna?

Premier League ruszyła
Późno, bo późno, ale w końcu zdecydowałem się w krótkich zdaniach wypowiedzieć o starcie Premier League, którą śledzę najgorliwiej. Minęły już cztery kolejki angielskiej ekstraklasy i mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Jedyny zespół mogący pochwalić się dobrą formą to Manchester City. O ile jeszcze w marcu każdy zastanawiał się kto zastąpi latem Manuela Pellegriniego, to teraz nikt nie ma wątpliwości, że Chilijczyk wykonuje na Etihad świetną pracę. Złośliwi powiedzą, że przy takim budżecie trudno jest coś zepsuć… jednakże tego zespołu naprawdę należy się obawiać. The Citizens w 4 meczach strzelili 10 bramek, żadnej nie stracili i jako jedyni mają komplet punktów. W dodatku po tych wynikach jeszcze się wzmocnili, zarówno w ataku (Kevin de Bruyne) jak i obronie (Nicolas Otamendi). Największym rozczarowaniem jest z kolei drużyna aktualnego mistrza Anglii – Chelsea. Ekipa Jose Mourinho zajmuje 13. miejsce z zaledwie 4 punktami, między innymi przez bolesną porażkę z Manchesterem City 0:3. Rozczarowuje też Tottenham Hotspur, chociaż do ich gry wielu zastrzeżeń mieć nie można. Oczywiście szwankuje nieco defensywa, ale poza tym piłkarze Mauricio Pochettiniego mogą się podobać – brakuje im jednak skuteczności.

Manchester United i Liverpool to drużyny grające niemalże identyczny futbol w tym sezonie. Tym ciekawiej zapowiada się ich pojedynek w następnej kolejce na Old Trafford. Obie ekipy niezasłużenie po dwóch meczach miały dwa zwycięstwa, ale zagrały dobry trzeci mecz zakończony w obu przypadkach 0:0. Następnie jednak limit szczęścia się wyczerpał i zarówno The Reds jak i Czerwone Diabły odniosły porażkę w 4. rundzie spotkań. Zachwycający przed sezonem Arsenal też na razie nie rozpieszcza kibiców swoją grą, ale fani Kanonierów mogą z większym optymizmem spoglądać w przyszłość. Największą niespodzianką jest jak na razie Crystal Palace i Leicester, zajmujące 2. i 3. miejsce. Co ciekawe – wyniki tych drużyn w pełni zasłużone.

O wyciśniętej pomarańczy
Przyszła pora na również ciekawy temat – reprezentacje. Eliminacje dla jednych się kończą, ale dla niektórych niewiele się zmieniło przez ostatni rok – niczego nie mogą być pewni. Wśród tych drugich jesteśmy również my, Polacy.

Awans zaklepały już sobie ekipy Islandii, Czech, Anglii i Austrii. Hiszpanię, Niemcy i Irlandię Północną dzieli od tego jeden mecz ze słabymi drużynami. Na przestrzeni całych kwalifikacji mamy do czynienia z dziwnymi rezultatami. Krzysztof Stanowski ostatnio wypowiadał się na łamach Przeglądu Sportowego, że przyzwyczajenia nie pozwalają mu na zaakceptowanie wyższości Islandii nad Holandią. Mogę się z nim zgodzić. We mnie też drużyny z sukcesami z mojego dzieciństwa budzą większą grozę od zespołów aktualnie groźnych. Internet obśmiewa więc Arjena Robbena i reprezentację Oranje, że nie pojadą na Euro we Francji. Ja patrząc jednak na ich terminarz stwierdzam, że Holendrzy w barażach zagrają i co więcej – najpewniej je wygrają. Chciałbym, żeby było inaczej i jest to wielce prawdopodobny scenariusz, dlatego ze zniecierpliwieniem czekam na październik, żeby zobaczyć zgorzkniałą minę Arjena Robbena. Wyjaśnię od razu skąd wzięła się moja niechęć do tego piłkarza. Nie lubię boiskowych egoistów. Lubię drybling i sztuczki techniczne, sam się z chęcią tych technik uczę, ale dobro zespołu jest zawsze najważniejsze. Ktoś ostatnio słusznie zauważył, że na Euro nie pojedzie, ponieważ jego ego się we Francji nie zmieściło. W ostatnich latach był jeden Holender, którego zawsze lubiłem i szanowałem, co nie może was dziwić, ponieważ to był piłkarz Liverpoolu. Mowa oczywiście o Dirku Kuycie, któremu chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zarzuci, że grał samolubnie, a nie z myślą o drużynie.

Pora kończyć ten przydługi wywód. Zachęcam gorąco do podzielenia się waszymi opiniami na powyższe tematy i nie tylko.

2 Komentarze

  1. Gratuluję pierwszego posta. Ja lepiej opinii pisać nie będę, ale jak tak trochę poczytam Twojego bloga to czegoś się dowiem i może jakąś będę miała.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.